1/04/2014

Żbikokot, czyli pierwsza porażka..

Zachęceni szybkim (po kilku tygodniach) znalezieniem domu dla Kitty'ego znów poinformowaliśmy schronisko, że mamy możliwość wzięcia na tymczas kolejnego kota i prosimy o wybranie kandydata, po którego przyjedziemy. 

Dostaliśmy transporter, a w środku siedział kotożbik o.O 

Olbrzymem okazał się Micek - dwuletni kocur po kastracji. Biedny Micek (zwany przeze mnie damskim bokserem, bo cały czas uderzał łapą Kredkę) po kilku dniach wrócił do Schroniska...

Tak opisywałam to wtedy na facebook'u:
Micek jest zdecydowanie kotem domowym, ale nie "mieszkaniowym" - nie czuł się dobrze na zamkniętej przestrzeni... nie chciał też załatwiać się do kuwety - miauczał, żeby go wypuścić, po czym zostawiał niespodzianki w różnych miejscach... Koniecznie musi trafić gdzieś, gdzie będzie miał możliwość załatwiania się na zewnątrz..a może uda się nauczyć go załatwiania się do kuwety? w domu bez psa? Przez 2 lata swojego kociego żywota Micek był kotem wychodzącym, tak na moje oko, i tęskni za możliwością spacerowania - choćby po ogródku. A nasz dom wydaje mu się chyba lekko dziwaczny - obwąchuje go Kredka, Falka i o co chodzi z tą kuwetą... Ale wszystkie te anomalie znosi ze stoickim spokojem, tylko czasem zbyt nachalne awanse psie i kocie kończy szybkimi pacnięciami (ale bez pazurków!).

Przyznanie się do porażki i decyzja o odwiezieniu Micka do Schroniska były bardzo ciężkie i trochę mnie załamały. Szczęście w nieszczęściu było takie, że Micek w azylu mógł wychodzić na zewnętrzny wybieg, wygrzewać się w słonku... nie miał niestety wystarczającej ilości kontaktu z człowiekiem. Oczywiście nie zostawiliśmy go samego sobie - cały czas ogłaszaliśmy go, szukaliśmy domu z możliwością wychodzenia na dwór i dom znalazł się. 

Okazało się jednak, że Micek już trafił do nowej rodziny i wszystko dobrze się skończyło 
:) A tak wygląda kotożbik ;) Micek