1/20/2014

Nowy kot!

Chciałam zaznaczyć na początku, że mój znak zodiaku to baran, a barany słyną ze słomianego zapału, dlatego też do pisania bloga siadam średnio raz w roku... 

Większą systematyczność wykazuję w prowadzeniu naszego fanpage'a na portalu społecznościowym

https://www.facebook.com/kociakoweadopcje

Opisuję tam co się dzieje w naszym DT, ale również zamieszczam ogłoszenia kotów z bydgoskiego schroniska i ogólnie mówiąc wszystko związane z tematem "nie kupuj, adoptuj".

Znów mój słomiany zapał sprawił, że o kotce, która jest u nas w Domu Tymczasowym piszę dopiero po prawie miesiącu od jej przybycia (oczywiście z silnym postanowieniem, że teraz to już co najmniej raz w tygodniu będą nowe posty...)

Ale koniec z tłumaczeniem się i blablabla.. do rzeczy - kot czeka!

Proszę Państwa, oto Lily:








1/04/2014

Loca, czyli szalonym wariatkom też znajdujemy Domy Stałe :)







Vilma, czyli dziwne też czasem mają szczęście... już w Domu Stałym :)





Lola, czyli piękne jest w cenie... już w Stałym Domu





Felicjan, czyli to nie tragedia być trzyłapkiem...

Z Felicjanem to było tak... 

po wakacyjnej przerwie szykowaliśmy się na przyjęcie w skromne progi naszego Domu Tymczasowego kolejnej kotki (bo jak już wiecie kocurów u nas być nie miało). Powoli się rozglądaliśmy za jakąś kandydatką, ale nie dane nam było podejmowanie przemyślanych decyzji. 
Telefon od schroniskowych wolontariuszek postawił nas (prawie że) przed faktem dokonanym - będziemy mieli kociego malca (o nie!) kocurka (o nie!) niewykastrowanego (o nie!). Jak widzicie naszą reakcją było 3 x NIE, więc biedak miał zostać u nas tylko tydzień. 
Sytuacja była tragiczna. Kocię znalezione, bezwładna łapka, konieczne codzienne wizyty u weterynarza... No tak, tylko jak przekońać G. do złamania naszych ustaleń? Na szczęście zrobił to sam Felek - przykuśtykał do pokoju gdzie spał G. (tak tak, w dzień! ;)), wskoczył na łóżko i zaczął mruczeć. No kto by się oparł?  Zmiękły nam serca i oczywiście Felek został pełnoprawnym tymczasowiczem.

Przed nami był tydzień codziennego jeżdżenia do kliniki na zastrzyki i inne takie, ale niestety łapka nie zareagowała na leczenie i trzeba było podjąć decyzję o jej amputacji...
Dzięki zgodzie Pani Dyrektor Schroniska i schroniskowego lekarza operacja Felicjana została przeprowadzona w bardzo dobrej klinice.
Tutaj muszę wtrącić kilka słów o tym, że nie mam prawo jazdy  i we wszystkich nagłych akcjach muszę liczyć na transport w postaci Męża Mego, któremu bardzo dziękuję, że o 22 pojechał po Felka do kliniki. Strasznie denerwowałam się czekając na malucha, bo mimo zapewnień lekarzy, że wszystko będzie dobrze, nie wiedziałam czego się spodziewać. A widok był straszliwy - malutkie ciałko, w połowie ogolone, wielkie zszycie i kości poruszające się pod skórą, kiedy Felek próbował ruszać łapką, której już nie było ;( Felicjan otrzymał bardzo silne leki przeciwbólowe i przespał całą  noc w transporterze "popłakując" co jakiś czas. Kiedy następnego dnia wróciłam do domu z pracy, Felek był już całkowicie wybudzony i uczył się chodzić... w gustownym ubranku uszytym przez mojego Męża ze skarpetki (bo takiego malutkiego kołnierza nie było - Felek ważył wtedy ok. 1,5 kg). 
Widok niesamowicie wzruszający - maluszek często się przewracał, ale po kilku próbach potrafił już skakać na trzech łapkach a po kilku dniach robić wszystko poza schodzeniem z wysokiego łóżka.

A tak prezentował się w ubranku (ktoś określi je mianem peleryny superbohatera;)
Kiedy byliśmy w domu zdejmowaliśmy mu ubranko, żeby rana się "przewietrzyła".


Oczywiście Felek znajdował się cały czas pod nadzorem weterynarzy, ale widać już było, że brak łapki w niczym mu nie przeszkadza - pozostał odważnym, wesołym i zaczepnym kocurkiem. Powiedziałabym, że bardzo odważnym, bo nieustannie próbował wejść w bliższe relacje z naszą psiną Falką mimo jej wyraźnych sprzeciwów. Próby polegały np. na lizaniu jej zębów kiedy warczała, że ma ją zostawić w spokoju ;D  (Proszę się nie bać - takie sytuacje były pod kontrolą;))


Felicjan wyzdrowiał, zagoił się, wypiękniał i wyglądał tak


Towarzyszył nam przy tworzeniu strony www.facebook.com/kociakoweadopcje

Felicjan zasłużył sobie na Dobry Dom i na szczęście bardzo szybko wypatrzyła go na naszym profilu facebook'owym www.facebook.com/kociakoweadopcje Aleksandra z Poznania. Po standardowej procedurze przepytywania i ankiet przedadopcyjnych i rekomendacji znajomych, wiedziałam, że to jest idealny, kochający Dom do jakiego Felek powinien trafić. Kochany Mąż miał już pewnie dość malucha łobuzującego w całym mieszkaniu, więc zgodził się zawieźć go do Poznania. Problem był jeden - Aleksandra miała już kota... Felicjana 
Mały Felicjan po adopcji został przemianowany na Fryderyka i zamieszkał w Poznaniu.

Ta historia miała piękne zakończenie. Kto wie jaki byłby los kociaka, gdyby Felek vel Fryderyk pozostał w schronisku... Pamiętajcie - każdy dom tymczasowy jest na wagę kociego życia. Może ktoś z Was chciałby mieć w domu jednego lub dwa kocie tymczasy?:) Jeśli macie pytania lub wątpliwości - chętnie Wam pomożemy! :)

A tu Świąteczne pozdrowienia z nowego Domu

Mia, czyli nie poddajemy się po jednej porażce...

Nauczeni doświadczeniem z Mickiem postanowiliśmy sami wyszukiwać wymagające tymczasowania koty przy pomocy forum schroniskowego i rad nieocenionych wolontariuszek. 

I tak po sprawdzeniu, czy załatwia się do kuwety trafiła do nas Mia

Mia - jej wiek oceniono w schronisku na ok. 5 lat. 

Na zdjęciach wyglądała podejrzanie. Na początku była bardzo wystraszona, ale w przeciwieństwie do Kredki miała wieeelki apetyt, dzięki czemu socjalizacja przebiegała znaczniej szybciej (ona je, a ja ją oswajam z dotykiem ludzkiej ręki;). 

Kredka była bardzo zainteresowana nowym przybyszem i często zaczepiała Mię, choć ta była znacznie większa, co w końcu doprowadziło do regularnej wojny podjazdowej. Dziewczyny potrafiły szaleć pół nocy ganiając się po mieszkaniu - byłam lekko przerażona, ale po przeczytaniu miliona wątków na forum.miau.pl postanowiłam nie interweniować dopóki nie leje się krew;)

 Krew się nie polała, a dziewczyny zaczęły traktować bijatyki jako zabawę i po nich potrafiły zasnąć obok siebie. Mia podejrzanie śliniła się i po wizycie u lekarza okazało się, że ma zaawansowane plazmocytarne zapalenie dziąseł - brzmi groźnie, ale kuracja antybiotykowa i zabieg usunięcia zębów rozwiązały problem. 

Tak tak, usunięcia zębów - uchowały się prawie wyłącznie kły! I wtedy Mia odżyła - po pozbyciu się problemów ze zdrowiem, praktycznie z dnia na dzień stała się przemiłą kontaktową kotką. A jak wypiękniała :) 

Tylko niezbyt dobrze tolerowała krzyczące dzieci ;) Dzięki poleceniu naszego domu tymczasowego Mia znalazła na prawdę dobry Dom :)   Mia

Żbikokot, czyli pierwsza porażka..

Zachęceni szybkim (po kilku tygodniach) znalezieniem domu dla Kitty'ego znów poinformowaliśmy schronisko, że mamy możliwość wzięcia na tymczas kolejnego kota i prosimy o wybranie kandydata, po którego przyjedziemy. 

Dostaliśmy transporter, a w środku siedział kotożbik o.O 

Olbrzymem okazał się Micek - dwuletni kocur po kastracji. Biedny Micek (zwany przeze mnie damskim bokserem, bo cały czas uderzał łapą Kredkę) po kilku dniach wrócił do Schroniska...

Tak opisywałam to wtedy na facebook'u:
Micek jest zdecydowanie kotem domowym, ale nie "mieszkaniowym" - nie czuł się dobrze na zamkniętej przestrzeni... nie chciał też załatwiać się do kuwety - miauczał, żeby go wypuścić, po czym zostawiał niespodzianki w różnych miejscach... Koniecznie musi trafić gdzieś, gdzie będzie miał możliwość załatwiania się na zewnątrz..a może uda się nauczyć go załatwiania się do kuwety? w domu bez psa? Przez 2 lata swojego kociego żywota Micek był kotem wychodzącym, tak na moje oko, i tęskni za możliwością spacerowania - choćby po ogródku. A nasz dom wydaje mu się chyba lekko dziwaczny - obwąchuje go Kredka, Falka i o co chodzi z tą kuwetą... Ale wszystkie te anomalie znosi ze stoickim spokojem, tylko czasem zbyt nachalne awanse psie i kocie kończy szybkimi pacnięciami (ale bez pazurków!).

Przyznanie się do porażki i decyzja o odwiezieniu Micka do Schroniska były bardzo ciężkie i trochę mnie załamały. Szczęście w nieszczęściu było takie, że Micek w azylu mógł wychodzić na zewnętrzny wybieg, wygrzewać się w słonku... nie miał niestety wystarczającej ilości kontaktu z człowiekiem. Oczywiście nie zostawiliśmy go samego sobie - cały czas ogłaszaliśmy go, szukaliśmy domu z możliwością wychodzenia na dwór i dom znalazł się. 

Okazało się jednak, że Micek już trafił do nowej rodziny i wszystko dobrze się skończyło 
:) A tak wygląda kotożbik ;) Micek